PPF 001: AMERICAN DREAM – FAKTY I MITY O PROGRAMIE AU PAIR

Au pair - fakty i mity o programie au pair.

 

Cała prawda o programie au pair. Wywiad z Sylwią Zając, która wzięła udział w programie au pair i dzięki temu przeżyła niezapomniane chwile w swoim życiu. Sprawdź, jak zostać au pair i czy to coś dla Ciebie, a może kogoś z Twoich bliskich?!

Ponadto mam dla Ciebie niespodziankę! Tym razem nie tylko możesz poczytać, ale również i posłuchać, bowiem wywiad na temat au pair nagrałam w formie podcastu. Szczegóły znajdziesz poniżej, tak więc czytaj dalej.

 

PODCAST ”POROZMAWIAJMY PO FRANGIELSKU” – PREMIERA

 

No i stało się! Skusiłam się i kilka innych osób też 😉 na nagranie pierwszego podcastu. I nie ukrywam, że już teraz mam nadzieję, że jednego z wielu.

„Porozmawiajmy po FRANGielsku’’ (PPF) to podcast o tym, jak jednocześnie rozwijać się językowo i zawodowo.  Podpowiadam w nim, wraz z moimi gośćmi o tym, jak odważnie – ale też i z głową! – realizować swoje pasje i marzenia. Słuchając podcastu, dowiesz się, jak doskonalić się językowo, świadomie budować swoją ścieżkę kariery i znaleźć wymarzoną pracę. Jeśli szukasz inspiracji, motywacji, konkretnych i sprawdzonych sposobów na dalszy rozwój językowy i zawodowy, wskazówek, jak świadomie kreować swoje życie, to ten podcast jest dla Ciebie.

 

PPF 001: AMERICAN DREAM – FAKTY I MITY O PROGRAMIE AU PAIR

 

W pierwszym odcinku podcastu ‘’Porozmawiajmy po FRANGielsku’’ rozmawiałam z moim gościem na temat programu au pair. Wiele osób zastanawia się, czy ten program jest dla nich, a ponieważ ciężko ocenić czy informacje, które można znaleźć w Internecie są prawdziwe, więc postanowiłam zapytać o to osobę, która na własnej skórze doświadczyła, jako to jest być au perką.

Moim gościem była Sylwia Zając, która wzięła udział w programie au pair i dzięki temu przeżyła niezapomniane chwile w swoim życiu. W podcaście opowiada o tym, jak zostać au pair, a dokładniej:

  • Jak zorganizować sobie wyjazd (pozwolenie na pracę, znalezienie rodziny hostującej etc.)?
  • Jakie warunki trzeba spełnić, by zostać zakwalifikowanym do programu au pair?
  • Czy Panowie też mogą zostać au pair? 😉
  • Jak przebiegała podróż na miejsce świadczenia pracy jako au pair?
  • Jakie są warunki pracy i płacy?
  • Ile przysługuje au pair urlopu i czy jest czas na zwiedzanie?
  • Jak dobrze trzeba znać język obcy?
  • Jak uczyć się języka obcego na miejscu, tak by szybko było widać postępy?
  • Jak szybko się zasymilować z native’ami?
  • Jak ważne jest by pobyt w obcym kraju był legalny?
  • Jak przedłużyć sobie pobyt za granicą po zakończeniu programu au pair?
  • Ile kosztuje podjęcie decyzji o powrocie do Polski i odnalezienie się w polskiej rzeczywistości?
  • Jakie cechy czy nawyki warto przejąć od ”tubylców” podczas pobytu za granicą?
  • Jakie są wady i zalety uczestnictwa w programach takich jak au pair?
  • 3 rady dla osób, które myślą o zostaniu au pair.
  • Czy wyjazd na au pair otwiera drzwi do kariery w środowisku międzynarodowym?

Zapraszam Cię do wysłuchania pierwszego odcinka!

Możesz również przeczytać transkrypt na końcu wpisu.

Aleksandra Szczypczyk-Klimek – PPF 001: American dream – fakty i mity o programie au pair.

Kliknij tutaj, aby otworzyć nagranie w nowym oknie, a następnie ściągnąć podcast jako plik mp3.

 

PRZYDATNE LINKI

 

Strony i tematy wymienione w podcast’cie:

 

SKĄD POBRAĆ PODCAST?

 

Podcast dostępny jest w trzech miejscach:

A propos! Jeśli spodobał Ci się podcast, to proszę zostaw mi swoją ocenę i krótką recenzję w iTunes. Twój głos pomoże mi trafić do rankingów iTunes, te z kolei pomogą mi dotrzeć z nagraniami do osób, które jeszcze nigdy o podcaście ”Porozmawiajmy po FRANGielsku” nie słyszały.

Baaaaardzo mi na tym zależy, tak więc już teraz bardzo dziękuję Ci za Twoje wsparcie i ocenę podcastu.

Oceń podcast ”Porozmawiajmy po FRANGielsku” klikając tutaj 🙂

 

TRANSKRYPT PODCASTU

 

Wolisz czytać, niż słuchać?

To kliknij tutaj, aby pobrać transkrypcję podcastu w formacie pdf.

A jeśli chcesz poczytać na blogu, to kliknij poniżej:

Transkrypt podcastu PPF 001

Witaj w podcaście ‘’Porozmawiajmy po FRANGielsku’’.

Nazywam się Aleksandra Szczypczyk-Klimek i jestem autorką bloga FRANG. W podcastach opowiadam o tym, jak odważnie realizować swoje pasje i marzenia. Posłuchaj, a dowiesz się, jak doskonalić się językowo, świadomie budować swoją ścieżkę kariery i znaleźć wymarzoną pracę.

Cześć! Witam w 1 odcinku podcastu ‘’Porozmawiajmy po FRANGielsku’’. Dzisiaj będziemy mówić na temat programu au pair. Wiele osób zastanawia się, czy ten program jest dla nich.

Moim gościem jest Sylwia Zając, która wzięła udział w programie au pair i dzięki temu przeżyła niezapomniane chwile w swoim życiu. Serdecznie zapraszam do wysłuchania tej niesamowitej historii, która mam nadzieję, będzie dla Was inspiracją. Zachęci do spełniania własnych marzeń oraz zmotywuje do dalszej nauki języków obcych.

Ola Szczypczyk-Klimek: Cześć Sylwia!

Sylwia Zając: Cześć Ola!

Ola: Zanim zaczniemy przedstaw się proszę słuchaczom i powiedz kim jesteś i czym zajmujesz się na co dzień.

Sylwia: Pracuję w jednej z krakowskich firm korporacyjnych. Jestem Project Managerem. Pracuję w zespole PMO. W życiu prywatnym mam męża i mam pieska… i to chyba tyle.

Ola: I bardzo lubisz słuchać podcastów.

Sylwia: I bardzo lubię słuchać podcastów. I to jest prawda. Słucham ich już od paru lat. Lubię ich słuchać zwłaszcza jak jadę do pracy albo w weekendy jak mam w domu dużo do robienia rzeczy typu prasowanie, ścieranie kurzów i tak dalej. Jest to dobry czas, żeby spożytkować, żeby czegoś się nauczyć.

Ola: Zaprosiłam Cię do udziału w dzisiejszym podcaście, w dzisiejszym nagraniu, ponieważ  kiedyś miałam okazję posłuchać Twojej historii sprzed wielu lat, kiedy wyjechałaś do Stanów jako au pair.

Historia dla mnie była niesamowita. Brzmiała jak z serialu ‘’Beverly Hills, 90210’’. Nie wiem czy słuchacze pamiętają, ale kiedyś, dobrych parę lat temu, był taki serial o młodzieży, która właśnie żyła w Stanach, ciepłe klimaty i zupełnie inna kultura życia. I w związku z tym, ponieważ zafascynowała mnie ta historia i wiem, że wiele osób chciałoby wyjechać za granicę w okresie studiów, albo zaraz po maturze, stąd w mojej głowie zrodził się pomysł nagrania podcastu. Bardzo się cieszę, że przyjęłaś zaproszenie i mam nadzieję, że to dzisiejsze nasze nagranie pomoże, zainspiruje inne osoby do takiego przedsięwzięcia.

Sylwia proszę opowiedz mi skąd zrodził się w Twojej głowie pomysł wyjazdu za granicę i dlaczego akurat to były Stany?

Sylwia: Stany dlatego, że były takim obcym, nieznanym terytorium. Europę już znałam. Troszeczkę miałam okazję pojeździć po różnych krajach europejskich i dlatego właśnie padło na Stany, bo wydawało mi się, że to jest dobra okazja żeby móc poznać ten kraj, troszeczkę od podszewki.

Jak byłam mała mój tato często opowiadał o swoich podróżach. Opowiadał często, jak leciał do Grecji. Do dziś pamiętam jego historię, jak lądował i widział Akropol z okienka samolotu. I to gdzieś jakoś ze mną zostało i zawsze jak patrzyłam w górę i widziałam samolot, tak sobie zamarzyłam, że kiedyś też chcę gdzieś samolotem daleko polecieć, w jakąś podróż życia. I gdzieś to co się wtedy zrodziło doprowadziło mnie, że stwierdziłam ‘’OK, ja też chcę coś takiego przeżyć’’ i postanowiłam wyjechać do Stanów.

Ola: A jaki to był okres w Twoim życiu? Byłaś nie wiem, po maturze? W czasie studiów? Pracowałaś już?

Sylwia: O au pair słyszałam jak byłam już w liceum, ale po skończeniu liceum nie byłam jeszcze zdecydowana w 100%, że chce jechać. Dopiero w trakcie studiów, po pierwszym roku, stwierdziłam, że to może być ten moment. Nie do końca podobały mi się studia, więc powiedziałam sobie OK, no to może wyjadę, może spróbuję czegoś nowego, czegoś innego.

Ola: OK jak już wiemy pojechałaś. Teraz takie pytanie typowe dla PMO: Jak zorganizowałaś cały ten wyjazd? Bo to nie jest na zasadzie takiej, że dzisiaj podejmuję decyzję i wsiadam…., walizkę biorę pod pachę i jestem na miejscu. Jest masa rzeczy do ogarnięcia. Więc może po kolei spróbujemy przejść przez wszystkie etapy. Może nie wszystkie, ale większość z nich.

Pierwsza taka kwestia, która dla mnie jest na przykład istotna, to jest czy potrzebowałaś jakąś sumę pieniędzy, żeby w ogóle móc tak jakby zainwestować na ten wyjazd, żeby po prostu ten wyjazd zrealizować. Czyli opłacić samolot, nie wiem mieszkanie na miejscu czy korzystać z usług jakiejś agencji, która pomagała Ci w organizacji tego wyjazdu. Czyli takie rzeczy związane z taką typową logistyką.

Sylwia: Nie jechałam na własną rękę i nie polecam tego. To jest moje osobiste doświadczenie. Ja jechałam za pośrednictwem firmy. Firma nazywa się ‘’Culture care’’ i oni tak naprawdę załatwiali wszystkie formalności i to było duże, duże ułatwienie w całym procesie wyjazdu. Wiedziałam, jakie dokumenty muszę złożyć. Potrzebna była wiza, potrzebne były inne rzeczy, więc oni we wszystkim asystowali. Mieliśmy też spotkania z przedstawicielami tej firmy. Było parę spotkań, więc jak byłam przygotowana, wiedziałam czego mam się spodziewać tam na miejscu. Te spotkania były prowadzone przez osoby, które już były wcześniej au pairkami, więc można było zadawać pytania i… No wiedziałam przede wszystkim czego się spodziewać.

Pytałaś się o pieniążki.

Ola: Pieniądze.

Sylwia i Ola: [śmiech]

Sylwia: Trzeba było coś zainwestować. Nie pamiętam teraz sumy.

Ola: Pewnie wizę musiałaś opłacić, tak?

Sylwia: Wizę tak, musiałam opłacić. To było z jakieś 200 dolarów, chyba. Aczkolwiek to było parę, parę lat temu. Ponad dziesięć czy dwanaście już teraz i te ceny też się zmieniały. Więc jeżeli ktoś jest zainteresowany, to sugerowałabym właśnie sprawdzić sobie.

Ola: A jakie warunki musiałaś spełnić, by zakwalifikować się do programu? Bo zakładam, że to nie jest tak, że dzisiaj ja wysyłam po prostu zgłoszenie i mówię ‘’O fajnie, chciałabym wyjechać do Stanów, a przy okazji coś zarobić. I w ogóle to zorganizujcie mi wyjazd, będzie fajnie, będzie fun, nie?!’’ Tylko to jest na zasadzie takiej, że pewnie są jakieś… check lista, którą musisz odpowiednio wypełnić i zostać zakwalifikowana do tego typu programu, bo też zakładam, że firma ma jakąś renomę na rynku i oczekiwania ze strony swoich klientów.

Sylwia: Tak naprawdę były dwa podstawowe warunki, żeby zakwalifikować się na program. Znać… mieć jakieś podstawy języka angielskiego. To jest…

Ola: To znaczy jakie? To znaczy co? Komunikatywne… Hello! Bye! Goodbye! Czyli żeby być w stanie podać wodę… czyli takie podstawowe słownictwo, które uczymy się przez lata podstawówki, liceum generalnie. No liceum to już jest nieco wyższy poziom, natomiast nie musi to być jakiś wysoki poziom językowy.

Sylwia: Ja jechałam z wiedzą angielskiego z liceum tak naprawdę i umiałam mówić pełnymi zdaniami aczkolwiek był to tak naprawdę łamany angielski. Nie był super, perfekt, ale mogli mnie inni zrozumieć i mogłam się jakoś dogadać. Podstawy miałam.

Ola: A skąd miałaś pewność, że nikt Cię nie oszuka, nie skrzywdzi? Rozumiem, że gwarantowała to renoma firmy, no ale jednak zawsze można trafić na dziwną rodzinę, jakieś towarzystwo, które na miejscu niekoniecznie nam sprzyja, no wiadomo kwestia charakterów, zainteresowań, oczekiwań każdej ze stron.

Sylwia: Tak naprawdę nigdy nie można mieć stuprocentowej pewności, gdzie się trafi. Co do samej firmy to na pewno można, zwłaszcza teraz jak mamy pełny dostęp do Internetu, możemy poszukać w Internecie opinii innych, jakie mieli doświadczenie z tą firmą.

Ola: A wiesz jak to jest z tymi opiniami w Internecie?! Osoby niezadowolone powiedzą dziesiątce, piętnastu osobom o swoich złych przygodach z daną firmą, natomiast osoby, które są zadowolone bardzo rzadko wracają i chwalą. Jakoś nie jesteśmy skorzy do chwalenia, więc tutaj też… ja bym sugerowała, jakiś kontakt bezpośrednio z firmą czy też z osobami, które właśnie wyjechały na taki wyjazd. Tutaj chyba raczej w tę stronę, nie sugerować się tylko opiniami, bo może nas zawieść to podejście.

Sylwia: Rozumiem, ale to tak jak ze wszystkim. Nie można też wszystkiego dosłownie brać, co się znajdzie na Internecie. I tak jak mówisz, nie wiem, poszukać, kontaktu z tymi osobami, które były już na tym programie, które mają jakieś tam doświadczenie. Stąd właśnie warto chodzić na te spotkania organizowane przez te firmy. Tak jak ja byłam z tej firmy ‘’Culture care’’. Byłam na paru spotkaniach i to też mi dało jakiś obraz tej firmy, na czym cała rzecz polega i też miałam okazję porozmawiać z osobami, które właśnie były, więc to jest to. A ryzyko zawsze jest. Zwłaszcza, że nie wiemy do jakich rodzin tak naprawdę trafiamy. Te rodziny są w jakiś sposób selekcjonowane. Często wcześniej też miały au pairki lub au pairów, ale to też, z mojego doświadczenia widzę, że to też dużo od osobowości zależy, tej osoby au pair i tej rodziny. Jak one się później dogadają. Bo czasami rodzina tak naprawdę na papierze może się wydawać w porządku, ale osobowościowo au pairka może się nie dogadać właśnie z rodziną hostującą.

Ola: Jeszcze wracając do pytania związanego ze znajomością języka. Czy musiałaś rozwiązać jakiś test? Miałaś pierwszą wstępną rozmowę z daną rodziną? Jak była przeprowadzana ta kwalifikacja, bo pewnie nie wystarczy powiedzieć, że się zna język na poziomie podstawowym, tylko w jakiś sposób jest to zweryfikowane.

Sylwia: Z tego co pamiętam były jakieś zadania i potem na samym spotkaniu z tym reprezentantem firmy była krótka rozmowa, i potem była wystawiana ocena. I na bazie tego oni sprawdzali moją znajomość języka angielskiego. Na jakim poziomie jestem. Czy będę w stanie dogadać się z rodziną. Czy będę wstanie się dogadać z tym malutkim dzieckiem… chociaż nie zawsze dzieci są na tyle dorosłe, żeby można było z nimi nawiązać jakąś rozmowę.

Ola: Teraz dotarło do mnie, że rozmawiamy już z jakieś dziesięć minut i nie powiedziałyśmy, gdzie pojechałaś dokładnie. Jaka to była miejscowość? Jakbyś mogła jeszcze powiedzieć trochę na temat tego, jak zniosłaś podróż na miejsce, ile godzin byłaś w trasie, czy ktoś czekał na Ciebie na lotnisku, żeby Cię odebrać, bo jednak to nowe miejsce i czujemy się zagubieni.

Sylwia: Jak zgłosiłam się do programu, to chciałam jechać na jakąś taką wioskę w Stanów, takie countryside mi się marzyło, ale koniec końców napisała do mnie rodzina z Kalifornii. Nie planowałam Kalifornii w ogóle. Trafiło się. I powiem Ci, że się strasznie cieszę. Kalifornia jest niesamowita. Pamiętam pierwszy moment jak wylądowałam na lotnisku. Odebrała mnie moja rodzina, u której miałam mieszkać. Widziałam te palmy i niebieskie niebo, i już od tamtego momentu zakochałam się w tym miejscu.

Ola: A ile trwała podróż?

Sylwia: Na początku leciałam z Warszawy. Musiałam wpierw do Warszawy dojechać, potem w Warszawie na lotnisku spotkałam się z innymi au pairkami, które też w tym samym czasie leciały do…

Ola: Acha, czyli nie byłaś sama w samolocie.

Sylwia: Nie, nie byłam sama i to też było fajne, że były też inne osoby, które razem ze mną leciały. I na początku polecieliśmy do Nowego Jorku. W Nowym Jorku czekał na nas na lotnisku przedstawiciel firmy, który zabrał nas do autokaru.

Ola: Przepraszam, że Ci przerwę. Ten przedstawiciel firmy, to był też Polak czy osoba miejscowa?

Sylwia: Nie to była osoba ze Stanów, reprezentant właśnie firmy. Na lotnisku oprócz nas, osób z Polski, były też inne osoby, z innych krajów, które też tam przyleciały jako au pair i z lotniska zostaliśmy zabrani do takiego miejsca, gdzie przez trzy czy cztery dni mieliśmy taki wstępny trening. I tam, po tych paru dniach znowu zostaliśmy odstawieni na lotnisko i wtedy już docelowo lecieliśmy do naszych rodzin.

Ola: A na czym polegał ten trening?

Sylwia: Przede wszystkim była mowa o tym jakie są Stany. Czego możemy się spodziewać od rodzin, które nas przyjmują. Jakie mamy obowiązki. Jakie te rodziny mają obowiązki wobec nas. Zasady CPR, czyli udzielania czyli udzielania pierwszej pomocy. Tego typu rzeczy.

Ola: Teraz czas przejść do etapu samego pobytu. Czyli pierwsze wrażenie, jak przyjęła Cię rodzina goszcząca.

Sylwia: Bardzo ciepło. Przede mną – ja nie byłam ich pierwszą au pair – mieli inną au pair. Była nią dziewczyna z Południowej Afryki z tego co pamiętam. A więc mieli już jakieś doświadczenie.

Ola: Czyli wiedzieli jak Cię ugościć, mniej więcej, jakie masz oczekiwania, a przynajmniej powinnaś mieć, i też pewnie współpracowali z tą samą firmą, więc wiedzieli czego się mogą spodziewać.

A powiedz mi jak wyglądały warunki pracy. Godziny pracy. Sposób wynagradzania Twojej pracy. Dni wolne.

Sylwia: Jeżeli chodzi o samo wynagrodzenie, to dostawałam wtedy 160 dolarów na tydzień.

Ola: Przypominamy, że to było wiele, wiele lat temu, więc [śmiech] sugerujemy sprawdzić, jak faktycznie to teraz wygląda, tak jak z wizą.

Sylwia: Tak jak patrzyłam teraz au pair zarabia około 200 dolarów, ale to może się zmienić, także warto sprawdzić. I wypłata jest co tydzień.

Ola: Godziny pracy. Jak zwykły dzień wyglądał?

Sylwia: Jak przyjechałam do mojej rodziny oni dali mi taką kartkę właśnie z tymi wszystkim godzinami, z ich oczekiwaniami, z przyzwyczajeniami ich dziecka. Generalnie oczekiwania.

Moje godziny pracy zaczynały się od godziny 8 lub 9 i trwało to różnie. Zazwyczaj do godziny 17 i potem miałam czas wolny. Czasami też się zdarzało, że musiałam pracować w weekendy, ale wcześniej mnie informowali o tym. Wiele razy też się zdarzało, że miałam po prostu dzień wolny.

Ola: No właśnie kolejne moje pytanie było: Czy dużo miałaś czasu wolnego, żeby pozwiedzać?

Sylwia: Miałam, miałam. Tak naprawdę leci się do Stanów, tak jak ja leciałam na 12 miesięcy. W przeciągu tych 12 miesięcy mamy prawo do 2 tygodniowego urlopu. Oprócz tego 2 tygodniowego urlopu miałam więcej tego wolnego, bo wiadomo czasami rodzina gdzieś wyjeżdżała sama, często też zabierali mnie ze sobą na wakacje, więc tak to wyglądało.

Ola: To pochwal się gdzie byłaś.

Sylwia: Mój pierwszy wyjazd z nimi, to było Salt Lake City. Miałam tam okazję, w sumie pierwszy raz w życiu miałam okazję jeździć na nartach. Rodzina, u której byłam była dość zamożna, więc też mi zasponsorowała instruktora, więc miałam okazję troszeczkę się pouczyć jazdy na nartach i było wspaniale. Naprawdę było fajnie.

Z innych podróży z nimi byłam też w Chicago, byłam też w Las Vegas…

Ola: Już brzmi, jak wyjazd marzeń!

Też takie odczucie mam, że traktowali Cię trochę, jak członka rodziny. Że to nie było na zasadzie usługa do wykonania, tylko faktycznie byłaś jakby jednym z klocków w całej układance… elementów rodziny.

Sylwia: Z nimi nigdy nie czułam się jakbym była ich w cudzysłowie nawet służącą. Po prostu byłam częścią rodziny tak naprawdę. Dobrze się z nimi dogadywałam. Fajny kontakt miałam i z nimi, i z dzieckiem, więc naprawdę miło wspominam pobyt u nich.

Ola: A jak była Twoja największa przygoda? Coś, co po prostu, jak zamykasz oczy czasami zastanawiasz się, czy to faktycznie się zdarzyło i… no dziękujesz komu trzeba za to, że miałaś taką okazję w życiu.

Sylwia: Sama Kalifornia i te wszystkie miejsca, które widziałam one były niesamowite. Wielki Kanion, Utah czy Sequoia Park, te wszystkie miejsca były same niesamowite w sobie. Ale jeżeli chodzi o jakąś taką konkretną przygodę, to miałam jedną.

Jechaliśmy na wycieczkę do Santiago i chcieliśmy podjechać pod granicę meksykańską. Nie mieliśmy ze sobą paszportów, ale stwierdziliśmy, że chcemy chociaż zobaczyć ze strony amerykańskiej Meksyk. Nie wiedzieliśmy co nas czeka, ponieważ jechaliśmy autostradą właśnie w kierunku granicy i nagle się okazało, że przed nami jest granica, a tu nie ma zjazdu. Jedyną możliwością było przejechanie tej granicy. A że nie mieliśmy paszportów, to było ryzyko, że jak przejedziemy, to nie zostaniemy z powrotem wpuszczeni. Nie mieliśmy paszportów, a co gorsze ja miałam, no właśnie… to już było, ja już troszeczkę wyprzedzę, bo ja zostałam w Stanach dłużej i później zmieniłam moją wizę tą J-1, na której byłam jako au pair, zmieniłam na wizę studencką i zmieniłam tą wizę w sumie status tak naprawdę -trochę wchodzę w te imigracyjne rzeczy głębiej – zmieniłam mój status na status studencki i nie miałam w paszporcie wbitej wizy, więc nawet jakbym miała ten paszport ze sobą to i tak musiałbym wrócić do Polski iść do konsulatu czy do ambasady i aplikować po kolejną wizę. Więc perspektywa tego, w tamtym momencie wydawała mi się tragedią. Ale szczęście w nieszczęściu był z nami kolega, który dopiero co przyjechał do Stanów i wszędzie poruszał się ze swoim paszportem. Jechaliśmy moim samochodem i on wsiadł za kółko, przejechał granicę. Pamiętam, że nie mógł porozumieć się z tymi służbami granicznymi, więc oni zadzwonili do mnie, żeby wyjaśnić, dlaczego on ma mój samochód, co on tam w ogóle robi, ale koniec końców wpuścili go z powrotem do Stanów i wszystko się jakoś dobrze skończyło. Ale był przez parę godzin stres, co to będzie.

Ola: Teraz chciałam Cię zapytać o rzeczy związane z tak zwaną asymilacją. Czy miałaś duże trudności z przyzwyczajeniem się do jednak innego trybu życia? Że tam jest wiecznie ciepło? Akurat dla mnie to nie byłby problem [śmiech], ale wiem, że są osoby, które nie przepadają za wyższymi temperaturami. No już nie wspominając o tym, że jednak tam jest, w tamtych czasach przynajmniej była, dużo większa różnorodność kulturowa. Czy coś w tym temacie? Wiem, że miałaś szkolenie, bo już o tym wspomniałaś. Natomiast szkolenie szkoleniem, a praktyka i życie to czasami…. się nie pokrywają.

Sylwia: Właśnie przed samym wyjazdem fajnie, że mieliśmy te spotkania z tymi dziewczynami, które już wcześniej były i one też wspominały, o tym, że niektóre miały po prostu szok kulturowy. Albo mają szok kulturowy albo są w tak zwanym honeymoon stage. Więc gdzieś wiedziałam, że takie rzeczy mogą się zadziać.

Ja szoku kulturowego nie miałam. Od pierwszych chwil bardzo mi się tam podobało. Mogę powiedzieć, że byłam przez cały czas w tym honeymoon stage i tak naprawdę byłam cały czas zadowolona z tego, że tam jestem. Tęsknić za bardzo nie tęskniłam. Miałam naprawdę fajną rodzinę i to też mi pomogło jakoś tak bardziej się zasymilować z tym co było tam na miejscu. W Kalifornii było mnóstwo, całe mnóstwo różnic, w porównaniu do tego jak było w Polsce. Przede wszystkim no ciepły klimat. Pierwsze święta w sandałach…

Ola: Moje marzenie [śmiech]

Sylwia: …bez śniegu były trochę dziwne, ale miało to swój urok. Miałam koleżankę z Włoch i pamiętam, że zrobiłyśmy sobie taką małą wigilię, bo 24-tego w Stanach tak naprawdę jeszcze się tych świąt nie obchodzi, a u nas 24-ty jest dość istotnym dniem. Więc z moją koleżanką z Włoch, też au pairką, zrobiłyśmy sobie taką wigilię, wymieniłyśmy się prezentami i mimo, że był to taki szczególny czas, gdzie tak naprawdę tęskniłam trochę więcej za rodziną, ale… no jakoś byłam w stanie przeżyć dzięki tej koleżance, i też tej mojej rodzinie, która naprawdę się też mną zajmowała.

Ola: Różnice kulturowe to jedno, ale też wiedza językowa, którą mamy przez lata przekazywaną w szkole no jednak znacząco różni się od rzeczywistości. Czy miałaś takie zderzenie jeżeli chodzi o Twoją znajomość języka angielskiego. Że nagle: ‘’O mój Boże! W książce pisało tak i tak, na egzaminie było tak i tak, a oni w ogóle tak nie mówią!’’ albo ‘’Ja coś mówię, a oni dziwnie na mnie patrzą’’.

Sylwia: Dużo było takich rzeczy. Ja pamiętam na początku też trochę się wstydziłam mówić. Nie do końca rozumiałam, co ludzie do mnie mówią. Prosiłam, żeby wolniej mówili. Pamiętam, miałam taki kajecik i cały czas z nim chodziłam. Zapisywałam wszystkie nowe słówka. Mam do tej pory zresztą ten słownik. Jest strasznie zniszczony już. Ale chodziłam cały czas z tym słownikiem i chodziłam z tym zeszycikiem i tam zapisywałam wszystkie nowe słówka. Tłumaczyłam sobie. Czytałam tą fonetyczną wymowę. Próbowałam wymawiać i to mi na początku też dużo dało. Też później posłuchałam się rad innych, żeby oglądać telewizję z napisami, więc to też wieczorami robiłam i też się uczyłam.

I co jeszcze pomaga? No rozmowy z tą rodziną hostującą. No i generalnie trzeba tam żyć, chodzić do sklepu, załatwiać różne sprawy, więc człowiek tym językiem jednak się posługuje i nawet nie wiemy kiedy zaczynamy mówić, zaczynamy używać tych fraz, których oni tam używają, zaczynamy ich rozumieć.

Ola: Tu wspomniałaś o rzeczy, która jest bardzo istotna, z mojego punktu widzenia, jako osoby doświadczonej, bo parę lat temu też wyjechałam do Francji i takie moje ciche założenie było, że będę unikać Polaków. Może to źle zabrzmiało, ale generalnie założyłam sobie, że będę spędzać cały czas z native speakerami. I teraz… Czy Ty miałaś duży kontakt właśnie z Polakami czy raczej przebywałaś tylko wśród Amerykanów?

Sylwia: Tak naprawdę miałam tylko jedną koleżankę Polkę, która też była au pair i mieszkała w sumie nie daleko, tylko 15 minut ode mnie, więc się też spotykałyśmy się dosyć często. Oprócz niej przez pierwszy rok nie znałam żadnych innych Polaków, więc automatycznie tego języka angielskiego dużo używałam. Bardzo mało po polsku mówiłam.

Ola: To na pewno pomogło, tak jak wspomniałaś, że szybko weszłaś w ten rytm, no i język… bo tu jest jeszcze jedna rzecz, która teraz przyszła mi na myśl, że w szkole jednak uczeni jesteśmy języka brytyjskiego angielskiego a nie amerykańskiego. Niby angielski, ale jeszcze mamy przecież inne odmiany i tutaj pewne słowa w ogóle się nie pokrywają przynajmniej w wymowie, bo może w pisowni raczej jakoś tam pokojarzymy. Natomiast jak słyszymy słowo, które nie znamy, to ciężko też skojarzyć co znaczy, więc tutaj też dochodzi taka kwestia, że… Z mojej perspektywy, polecała bym, żeby zaznajomić się trochę wtedy z językiem amerykańskim, a nie bazować na tym, co mamy w szkole, czyli językiem angielskim brytyjskim, bo można się zdziwić. Niestety. No takie proste słowo jak nie wiem… winda na przykład, nie? Różni się. [lift UK, elevator USA]

Sylwia: Lorry [ciężarówka, UK], albo tak jak w Stanach nazywają truck. Ale to wszystko było bezbolesne. Jednak jak uczymy się w szkole musimy włożyć w to więcej wysiłku. Jak wyjedziemy samo nam wchodzi do głowy. Tej język sam wchodzi do głowy i po prostu się go uczymy, i nawet nie wiemy, kiedy jesteśmy w stanie wypowiadać pełne zdania. Jesteśmy w stanie się dogadać z innymi. Więc to jest najmniej bolesny sposób na naukę języka obcego, dla mnie.

Ola: No to teraz wracamy do kwestii związanych z samym pobytem. Chciałabym jeszcze dopytać o jedną rzecz. Wspomniałaś między wierszami, że 12 miesięcy byłaś w Stanach, tak?

Sylwia: Na początku.

Ola: No właśnie. Jakbyś mogła tak w skrócie powiedzieć, ile czasu mieszkałaś w Stanach. Czy zjeżdżałaś w ogóle do Polski, bo tu pewnie będzie słuchaczy pytanie w stylu: ‘’A kiedy zobaczę rodzinę?’’ albo ’’Jak często mogę gdzieś wyjechać poza lokalizację, w której docelowo mam świadczyć pracę?’’.

Sylwia: W przeciągu tych pierwszych 12 miesięcy nie byłam w Polsce.

Ola: Nie byłaś, bo nie chciałaś czy nie mogłaś, bo kontraktowo było to jakoś ustalone?

Sylwia: Móc to na pewno mogłam i z tego co pamiętam niektóre osoby jeździły. Ale ja nie czułam takiej potrzeby. Ale jakbym chciała, to bym się dogadała z moją rodziną i mogłabym pojechać. Tak jak mówiłam wcześniej było 2 tygodnie wolnego, gdzie można było wykorzystać sobie ten czas jakkolwiek ktoś chce.

Jeszcze tylko nadmienię, bo mi się przypomniało. Jechałam tam na 12 miesięcy i był 13 miesiąc, który można było poświęcić na zwiedzanie. I mówię o tym 13 miesiącu ponieważ, właśnie wizę, jaką dostawałam na początku, ona była na 13 miesięcy.

Pod sam koniec pobytu, też jeszcze nie wspomniałam o tym, ale bilet do Stanów i bilet z powrotem do kraju, to było opłacane przez rodzinę hostującą.

Ja od razu do Polski nie wróciłam. Troszeczkę się w Kalifornii zasiedziałam. Nie miałam w sumie takiego planu jak wyjeżdżałam. Po prostu tak mi się życie potoczyło. Bardzo mi się tam podobało. Nie bardzo nie chciałam wracać do Polski. Poznałam też pod sam koniec osobę, z którą później się związałam. Która jest teraz moim mężem. Jest Polakiem i też wyjechał jako au pair do Stanów.

Ola: Czyli Panowie też mogą?

Sylwia: Panowie też mogą, jak najbardziej. Teraz mi się przypomniało… od razu, bo na początku mówiłam o warunkach, jakie trzeba spełnić.

Pierwszy element, to mieć jakieś podstawy języka angielskiego. Drugi element mieć troszeczkę doświadczenia w opiece na dziećmi.

Ola: Ale wiesz. W Polsce to różnie, nie. Jak jest ‘’pan opiekunka’’ może to źle zabrzmiało, ale teraz to się zmienia, bo widzę coraz więcej mężczyzn zaangażowanych w takie inicjatywy związane z opieką nad dziećmi. Natomiast jeszcze parę lat temu, jednak nasze społeczeństwo nie bardzo utożsamiało rolę męską w opiece nad dziećmi.

Sylwia: Z moim mężem było tak, że ona miał doświadczenie. Jeździł dużo na kolonie, więc miał doświadczenie w pracy z dziećmi jako opiekun i to doświadczenie mu pomogło właśnie wyjechać jako au pair. On jak wyjechał do Stanów opiekował się dwoma chłopcami. To byli już starsi chłopcy. Coś około 8-10 lat. Generalnie on woził te dzieci do szkoły. Woził na różne zajęcia.

Ola: Właśnie a prawo jazdy było wymogiem przy każdej rekrutacji?

Sylwia: Dobre pytanie. Było.

Ola: Czyli trzeci element.

Sylwia: Zwłaszcza w Stanach, nie wiem jak jest w Europie, ale wyjeżdżając do Stanów jednak trzeba mieć prawo jazdy.

Ola: No właśnie. Mam koleżankę Francuzkę, która za swoich młodych lat wyjechała do Stanów i mówiła, że właśnie prawo jazdy musiała na dzień dobry zrobić w Stanach, ponieważ nie była w stanie w ogóle tam funkcjonować. Tam wszędzie samochodem musiała dojeżdżać.

Sylwia: Tak. W Kalifornii i też w innych stanach te odległości są jednak spore.

Ola: A Ty miałaś prawo jazdy wtedy?

Sylwia: Miałam prawo jazdy. Tak. Wyjechałam z moim prawo jazdy. Zrobiłam też w Polsce międzynarodowe. Aczkolwiek tam na miejscu w Stanach, nie pamiętam dokładnie, ale chyba jeżeli spędza się więcej niż miesiąc czasu trzeba sobie to prawo jazdy miejscowe sobie. Dobrze jest je mieć, ponieważ wszędzie trzeba, bo proszą o ID i mając prawo jazdy, pokazuje się tylko ID, nie trzeba nosić ze sobą paszportu.

Ola: I dochodzimy już do ostatniego etapu naszej rozmowy. Kwestia powrotu. Jak to się stało, że jednak wróciłaś? Sama przyznałaś, że nie miałaś założenia, że nie wrócisz natomiast potem w życiu różnie bywa. O czym też wspomniałaś, że jednak pobyt Ci się trochę przedłużył. Co jednak zadecydowało, że wróciłaś z tej ciepłej Kalifornii?

Sylwia: To tylko wspomnę, że na początku wyjechałam jako au pair. Potem bardzo mi się spodobało i stwierdziłam, że zmienię swoją wizę na wizę studencką i tam na miejscu poszłam do college’u. Także przez parę lat studiowałam. Potem miałam również okazję pójść do pracy, ponieważ po college’u też jest możliwość wzięcia jakichś praktyk i też jeżeli się dogada z pracodawcą możemy tą naszą wizę pracowniczą troszeczkę przedłużyć także takie możliwości są. Jeżeli ktoś chce dłużej zostać i przede wszystkim legalnie… Bycie legalnie jest bardzo ważną kwestią, bo dzięki temu możemy podróżować.

Ola: Powiedz mi, czy dużo zachodu Cię kosztowało, żeby potem dostać się na te studia. Pytam, bo… może mam mylne pojęcie o tym, ale chyba to jest kosztowne i jakaś dosyć długa procedura. Nie tak jak w Polsce, że wystarczy złożyć dokumenty, czasami jakiś egzamin, tylko jednak tak jak w Anglii czy we Francji, jeżeli chcemy się dostać na uczelnie techniczne, to jednak trzeba trochę nad tym popracować.

Sylwia: Tak. Musiałam troszeczkę nad tym popracować. A tylko dlatego, że byłam studentem międzynarodowym, zagranicznym i potrzebowałam, i wizy, i załatwienia wszystkich formalności ze szkołą, i nie było to proste Nie było to proste, bo musiałam też znaleźć sponsora.

Ola: Sponsorem była firma czy osoba prywatna, która finansowała tą edukację? Czy jakiś kredyt musiałaś wziąć?

Sylwia: Kredytu nie. Ale potrzebny jest sponsor. Sponsor czyli osoba, w moim przypadku była to osoba prywatna. Czasami mogą pewnie też być instytucje. Ja miałam osobę prywatną. Była to moja rodzina hostująca. I oni mnie bardzo wsparli w tym całym procesie. Dzięki nim też mogłam się zapisać do college’u i dopełnić wszystkich formalności. Też wszystko przechodzi przez służby imigracyjne i też jest czasami ryzyko, że nie dostanie się tego pozwolenia. Ale mi się jakoś udało.

Ola: A załatwiałaś to w momencie, kiedy jeszcze byłaś au pair, bo wspomniałaś o rodzinie, że Cię w tym wsparła. Czy to było na zasadzie, że skończyła Ci się umowa i ‘’O laboga! Co ja teraz zrobię?!’’, no bo przecież mogłabym się jeszcze czegoś nauczyć?

Sylwia: Kończyła mi się moja wiza J-1, czyli ta wiza, na którą jechałam. No i nie pamiętam teraz już jak wcześnie, ale chyba jakieś dwa miesiące wcześniej zaczęłam sprawdzać, co mogę zrobić, żeby zostać studentem. Mieć wizę studencką. I jakoś tak mi się fajnie wszystko udało, że w terminie dostałam wizę studencką i mogłam dalej być legalnie i mieć status.

Ola: Czyli happy end!

Sylwia: Happy end.

Ola: No dobra, no to wracamy do Polski. Pierwsze pytanie było dlaczego jednak zdecydowałaś się wrócić do kraju. Gro z nas marzy, o wyjeździe do Stanów i nie jeden chciałby tam zostać na stałe. Może już teraz nie z pobudek typowo finansowych natomiast tak jak wspominałaś, jednak jest to marzenie wielu ludzi, bo odległy świat, inna kultura, którą oglądamy na co dzień w filmach.

Sylwia: Powiem tak. Ja do samego końca byłam zachłyśnięta Stanami i samą Kalifornią. I to było jedno. Ale jest też coś takiego… ja przeżywałam takie rozdarcie, bo do Polski nie latałam zbyt często. Co parę lat. Jednak sam bilet lotniczy był drogi. W Stanach też za dużo wolnego nie ma. Tam generalnie są dwa tygodnie w roku i tyle. Reszta jest bezpłatnego urlopu, więc to też troszeczkę powstrzymywało mnie. Częściej też przyjeżdżała rodzina do mnie. Ale też przez ten cały czas było to takie rozdarcie. Bardzo mi się podobało w Kalifornii. Do tej pory tęsknię za nią, ale też czułam, że wiele mnie omija tutaj właśnie w Polsce. Nie miałam takiego częstego kontaktu z rodziną i gdzieś mi tego po jakimś czasie mi brakowało. Też potem, pod sam koniec doszły jeszcze pewne względy osobiste. Mój teraz mąż musiał wracać, więc zdecydowaliśmy, że może to jest ten moment, że powinniśmy jednak wrócić. No i po tych ponad 10 latach zdecydowaliśmy się wrócić do Polski.

Ola: Jak powiedziałaś, że to był ten moment, żeby wrócić uśmiechnęłam się – tego nie widać niestety – ponieważ w moim przypadku była podobna sytuacja z Francją. Moja rodzina, że tak powiem, zakładała się czy wrócę czy nie wrócę, natomiast Ci co znają moją historię… Ja wyjechałam na studia do Francji – tak w skrócie, bo nie było to wspomniane wcześniej – i zawsze od początku mówiłam, że nie jadę tam w celach matrymonialnych czy emigracyjnych tylko w celach naukowych i tak też się stało. Natomiast u mnie pretekstem do powrotu było to, że firma, francuska korporacja, w której zaczęłam pracę wygrała projekt międzynarodowy w Warszawie i to był ten pretekst dla mnie do powrotu. Więc jednak każdy z nas ma taki moment w życiu, w którym bierze, co [los] daje.

Ostatni moment. Przypuszczam, że jakbyś wtedy nie zdecydowała się wrócić, to pewnie [byś już nie wróciła]. No może byłby drugi pretekst, ale… no różnie z tym bywa.

No dobra. Wróciłaś do Polski i teraz jeszcze takie pytania, które do mnie zawsze wracają i często mi są zadawane: ‘’Czy żałuję? Czy wolałabym teraz tam być? Czy chciałabym wrócić? Co z sobą przywiozłam?’’.

Sylwia: Czy żałuję? Wiesz co, nie żałuję i nie chce żałować, bo jakbym żałowała to bym się nie potrafiła cieszyć z tego co teraz mam. Sam powrót do Polski nie był łatwy. Zwłaszcza po tak długim okresie nieobecności. Trzeba się było na nowo do wszystkiego przyzwyczajać.

Ola: Mówisz o tych różnicach kulturowych czy… mentalności naszej? Mnie się Amerykanie zawsze kojarzą, ja nie byłam jeszcze w Stanach, ale kojarzą mi się z takim pozytywnym nastawieniem, wszystko się uda, będę milionerem.

Sylwia: Tak naprawdę wszystko. A faktycznie Amerykanie mają taką optymistyczną postawę do życia. Ale z wszystkim tak naprawdę był problem. Zakładając konto w banku znowu, od nowa i też zaznajamianie się od nowa z tym prawem tutaj lokalnym. Ja po powrocie ze Stanów przyjechałam od razu do Krakowa. Krakowa zupełnie nie znałam, więc też tak naprawdę poznawałam to miejsce od początku i to też takie dodatkowe wyzwanie było dla mnie. Nie znałam, też na miejscu nikogo. Mój mąż jeszcze wtedy był w Stanach. Ja pierwszych parę miesięcy byłam tu sama, więc troszeczkę przeżyłam ten powrót. Koniec końców dziś jestem szczęśliwa. Czy tęsknię? Tęsknię. Tęsknię za pogodą, za plażą, za oceanem, za ludźmi.

Ola: Za świętami w klapkach? [śmiech]

Sylwia: Za świętami w sandałach też. Jest dużo rzeczy, bo jednak 10 lat to jest kawał życia i mnóstwo wspaniałych rzeczy przeżyłam. I naprawdę miło wspominam ten okres w moim życiu.

Ola: A czy są jakieś ‘’rzeczy’’, które na przykład ze sobą zabrałaś? Może nie stricte mówię o pamiątkach, ale takie właśnie… Takie nastawienie, bo to widzę po Tobie, że jesteś taką bardzo pozytywną, uśmiechniętą osobą i to na pewno tak jakby… no przypuszczam, że na to miało wpływ właśnie to, że byłaś w Stanach. Może jakieś nawyki, które masz stamtąd, które widzisz, albo ktoś z rodziny czy znajomych mówi, że tak jakby Ci zostały takie naleciałości?

Sylwia: Same nawyki nie, ale na początku wszyscy mi mówili, że tak dziwnie mówię. Bo jednak mieszkając tam trochę mówi się cały czas po tym angielsku i przyjeżdża się… Ja nie słyszałam tego akcentu, ale gdzieś tam ludzie mówili, że: ‘’Jaki dziwny akcent masz!”. To to i może taką inną rzeczą jest… nawyki żywieniowe. Nie lubię naszych pierogów, nie lubię takich mącznych rzeczy. Ja jak mieszkałam w Kalifornii, tam wszyscy, bo tam jest ciepły klimat, bardziej lekko jedzą. Więcej warzyw, więcej owoców. I to mi też gdzieś zostało. I samo gotowanie. Jak ktoś do mnie przyjeżdża i przygotowuję jakiś posiłek, to też zawsze mówią, że taki inny, bardziej wyszukane, coś nowego, no bo jednak troszeczkę tych przyzwyczajeń z tamtejszej kuchni przywiozłam gdzieś tutaj.

Ola: I jeszcze jedno pytanie: Jakie wady i zalety uczestnictwa w programach tego typu jak au pair widzisz? Tak z perspektywy tego swojego wyjazdu i lat spędzonych w Stanach.

Sylwia: Wszystko zależy od tego do jakiej rodziny się trafi. Może nie tyle do jakiej rodziny, ale też jak się dogadujemy z tą rodziną. Bo wiem, że niektóre osoby, które wyjechały jako au pair po prostu nie były się w stanie porozumieć ze swoją rodziną i to jakoś rzutowało na ich ogólne doświadczenie pobytu w Stanach. Mnie się jakoś udało i to właśnie też mi pomogło czuć się, tak jak się czułam, a czułam się świetnie.

Ola: Spełniona i zadowolona. A czy widzisz jakieś cechy u Amerykanów, które dobrze by było, żeby Polacy przejęli?

Sylwia: Pozytywne nastawienie i taka pewność siebie.

Ola: Ale taka przebojowość czy raczej pewność siebie na zasadzie, że mam takie kompetencje, potrafię to zrobić.

Właśnie… tu też pewnie było widać na mojej twarzy, jak powiedziałaś: ‘’Udało mi się!’’. Ja bardzo nie lubię tego…, znaczy nie lubię…, no po prostu unikam tego stwierdzenia, bo uważam, że niewiele w życiu po prostu przychodzi nam jak manna z nieba. Jednak w jakimś stopniu…, sama opowiedziałaś, ile pracy musiałaś włożyć w to, żeby być w danym momencie i osiągnąć to, co w tym momencie osiągnęłaś, więc…

Pozytywne nastawienie i co jeszcze było? Nie przebojowość tylko powiedziałaś…?

Sylwia: Pewność siebie. Oni są zdecydowanie pewni siebie i znają swoją wartości i to jest coś, czego mi się wydaje, wiem, że na pewno mi tego brakuje i widzę, że Polakom tak generalnie…, nie lubię generalizować, ale my jednak jesteśmy dość skromnym narodem. Takie mam wrażenie w porównaniu zwłaszcza do Amerykanów.

Ola: A z perspektywy czasu, co doradziłabyś innym osobom, które w tym momencie myślą, rozważają wyjazd na au pair albo w ogóle taki wyjazd do Stanów? Takie 3 rady.

Sylwia: Przede wszystkim znaleźć… Wiem, że jest więcej niż jedna firma, które organizują takie wyjazdy. Na pewno nie jechać na własną rękę, bo jest to za bardzo skomplikowane, a wyjeżdżając tam to ma się jednak oparcie w tej firmie i jeśli coś się dzieje na miejscu… nie wiem… z rodziną, która nas gości, to oni pomagają tą rodzinę zmienić. Pomagają no w różnych sprawach. Także dobra i sprawdzona firma przez którą możemy jechać.

Inne rady? Po prostu być otwartym i podjąć to ryzyko. Bo jednak jak podejmujemy ryzyka to otwiera… otwiera drogę do zdobycia nowych doświadczeń i dzięki temu nasze życie staje się pełniejsze.

Ola: A trzecią?

Sylwia: Nie wiem… [śmiech]

Ola: Tak myślę, co ja bym doradziła z perspektywy moich wyjazdów. O, już wiem! Nie łudź się, że wszystko będzie podane na tacy i że po prostu będzie tak jak myśmy sobie to wymarzyli. Bo jednak życie weryfikuje wiele rzeczy i tutaj jednak trzeba nastawić się na to, że trzeba być zaangażować, mieć otwarte serce, ale przede wszystkim chcieć dać coś od siebie a nie tylko brać od innych. To taka z mojej perspektywy rada. Po prostu trzeba trochę zachodu włożyć, żeby przygotować wszystko, żeby się wywiązać z tego, do czego się zobowiązało. No i potem móc być z siebie zadowolonym.

Sylwia: Tak naprawdę to to wszystko się opiera na relacjach z innymi ludźmi. Jeżeli włożymy troszeczkę wysiłku, tak jak mówiłaś w te relacje, i jakoś odpowiednio do tego podejdziemy i zbudujemy i zaangażujemy się, damy coś od siebie, to ta rodzina na pewno też to doceni. I ten pobyt będzie taki pełniejszy, będzie lepszy.

Ola: Czy ten wyjazd wpłyną na Twoją dalszą karierę zawodową? Czy faktycznie czujesz, że to, że wyjechałaś do Stanów wpłynęło na to, że teraz jesteś tu, w tym miejscu, że zajmujesz się zarządzaniem projektami? Generalnie czy pomógł Ci otworzyć drzwi do kariery w środowisku międzynarodowym?

Sylwia: Na pewno. Na pewno. Zwłaszcza… Przede wszystkim język angielski. To że znam ten język. No i doświadczenie jakie miałam właśnie w Stanach pracując tam też. Skończony college i później moja praca.

Ola: Przypuszczam, że to też miało znaczenie na rozmowach rekrutacyjnych. Że jednak to gdzieś w CV się pojawiło. Że jednak używałaś tego języka na co dzień, że znasz tą kulturę, a przecież pracując w środowisku międzynarodowym, w korporacjach mamy bardzo dużo projektów z różnych części świata, m.in. ze Stanów, więc to też na pewno wpływa na jakość Twojej pracy. Że wiesz między innymi o tych różnicach kulturowych, o podejściu nawet do samego zarządzania projektami, które diametralnie różni się tutaj w środkowej Europie, a w Stanach.

I na zakończenie jeszcze jedno, moje ulubione pytanie: Czy mogłabyś polecić jakiś podcast, bo wiem, że dużo ich słuchasz? Albo jakąś książkę? Film? Coś co będzie wartością dodaną do tego podcastu.

Sylwia: Słucham dużo podcastów i może powiem o podcaście, który słuchałam dzisiaj, jak jechałam na spotkanie z Tobą: ‘’Bulletproof Radio’’. Słucham tego podcastu już od paru ładnych lat i generalnie ten podcast jest o tym, jak na co dzień ulepszyć siebie, ulepszyć różne rzeczy, które tak naprawdę robimy [każdego dnia]. Rozpoczynając od jedzenia, spania, naszych relacji z innymi ludźmi. Słucham go już od paru ładnych lat i wiele się dowiedziałam, i wiele rzeczy też próbuję zaaplikować do mojego życia, osobistego i zawodnego.

Ola: Super! Oczywiście podlinkujemy do tego podcastu, żeby każdy z Was mógł sobie potem ewentualnie odsłuchać.

A ja cóż. Trochę jestem rozczarowana, że już kończymy. Chociaż… no jednak ta rozmowa trochę trwała. Było mi niezmiernie miło jeszcze raz posłuchać tej historii. Dzisiaj dowiedziałam się, przyznam szczerze, kilku nowych rzeczy, o których wcześniej nie słyszałam. Które dla mnie też były w jakimś stopniu ubogacające, że miałam możliwość dowiedzieć się w ogóle o nich, że one istnieją i faktycznie, że… no jest to temat też do obgadania.

Mogę Ci życzyć, moja droga? Samych sukcesów. Uśmiech na twarzy zawsze masz. Pewność siebie też już pewnie przejęłaś od Amerykanów. No i kto wie? Może spotkamy się jeszcze przy jakimś innym nagraniu. Jeszcze raz serdecznie, serdecznie Ci dziękuję za pomoc. Mam nadzieję, że to nagranie zainspiruje, zachęci, zmotywuje jakichś naszych słuchaczy do działania.

Sylwia: Dzięki Ola. Bardzo miło było usiąść i porozmawiać, i przypomnieć sobie, jak było kiedyś.

Ola: No właśnie wspomnienia. Ważna rzecz. Dlatego właśnie, chociażby dla wspomnień warto czasami zaryzykować. Tylko z taką samoświadomością i zrobić coś co może wydawać się niemożliwe a jednak. Jeszcze raz wielkie dzięki!

Sylwia: Dzięki również!

Dziękuję serdecznie Sylwii, że zgodziła się na ten wywiad i podzieliła się z nami tak wartościowymi wskazówkami. Jestem pewna, że jej doświadczenie pomoże Wam podjąć trafną decyzję, czy wziąć udział w programie au pair.

Mam nadzieję, że podcast Wam się podobał. Jeśli tak, to podzielcie się nim ze znajomymi. Gdzie? Najlepiej na Facebooku! Proszę pamiętajcie o otagowaniu postu słowem frang (#frang), dzięki temu będę mogła Wam podziękować wysyłając moje serducho, a może i kilka.

Bardzo serdecznie dziękuję Wam za uwagę i wspólnie spędzony czas. Transkrypcję wraz z przydatnymi linkami znajdziecie na mojej stronie: www.frang.pl. Jeśli macie propozycje tematów na następne podcasty, to śmiało dajcie znać w komentarzach.

A tymczasem do usłyszenia w kolejnym odcinku.

 

ZOSTAW MI WIADOMOŚĆ!

 

Mam nadzieję, że podcast Ci się spodobał, a wywiad z Sylwią zachęcił do spełniania własnych marzeń i/lub zmotywował do dalszej nauki języków obcych, a zwłaszcza języka angielskiego.

Jeśli masz jakieś pytania, sugestie czy propozycje co do tematyki kolejnych podcastów, to śmiało zostaw poniżej komentarz.

 

Spodobał Ci się ten artykuł, udostępnij go znajomym!

Bądź na bieżąco:

– zapisz się na newslettera (otrzymasz dostęp m.in. do e-booka ”Efektywna nauka języka”);

– obserwuj bloga FRANG na FacebookuTwitterze lub Google+.

Komentarze (2)

  1. Ola, moje gratulacje! Bardzo interesujący gość i świetnie poprowadzona rozmowa 🙂
    Bardzo dobrze się słuchało. Jako zaprawiona fille au pair w krajach francuskojęzycznych, z przyjemnością dowiedziałam się jak to wygląda za Wielką Wodą. Teraz z niecierpliwością czekam na odcinek związany z językiem francuskim lub Francja. Pozdrowienia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Premium Wordpress Themes by UFO Themes
error: Content is protected !!